***************************************Andy*************************************
- Mogę ja teraz mieć pytanie? Ostrzegam trochę osobiste. - Boję się.
- No, dawaj.
- Co się stało z Juliet?
- To ty wiesz o niej? Znasz ją?
- Nie no, nie znam ani nic. Po prostu idzie usłyszeć o niej od paru osób. - Popatrzyliśmy przez chwilę na siebie. - To jak, powiesz?
- No, mogę powiedzieć jeśli chcesz. - Pokiwała głową, na znak żebym mówił. Przełknąłem ślinę i zacząłeś ''opowieść życia''.- No to tak, jak pewnie wiesz nie jesteśmy już razem. Byliśmy przez 3 lata, no wiesz, razem. Później przestaliśmy się dogadywać i zerwała ze mną zasłaniając się, że się odkochała. Dzień później spotkałem ją z jakimś przydupasem. We własnym domu. We własnym pokoju. - Zrobiłem na chwilę pauzę. nie chciałem pokazać, że mnie to boli. Próbowałem nie dopuścić, żeby łzy nie popłynęły mi do oczu. Chwilowo się udało, ale na jak długo?- A jeszcze kilka dni później dowiedziałem się, że mnie zdradzała. Z tym przydupasem, z którym prawie jebała się na moim łóżku.
- A pomimo wszystko, dalej ją w jakiś sposób kochasz?- Zaskoczyła mnie tym pytaniem. Zaskoczyła i zaintrygowała. Aż tak ode mnie to widać, czy ona po prostu jakoś tak rozpoznaje po czymś?
- No, no . . . Tak. - Odpowiedzieć musiała być szczera. Czemu, skoro umiem dobrze kłamać? Nie chcę ryzykować, że ona ma jednak te jakieś zdolności i mnie przyłapie na kłamstwie. Po prostu lepiej nie.
- Widać. Widać kiedy opowiadasz o tym. Kiedy mówisz o niej. Wtedy. Wtedy zaczynasz się rozmarzać jak nad najlepszą, ale równocześnie najgorszą czekoladką świata. - Kurdee, jakie porównania lecą. - Sorka Cię, ale coś czuję, że Sara zaraz wróci. Nie mam ochoty się z nią mijać. Pójdę już. Branoc, Rudzielcu.
- No cześć, cześć. Dobranoc.
************************************Dylan****************************************
Kurde. Co się dzieje? Straciłam przyjaciółkę. Jestem sama. Do tego może mnie wyjebac z domu. ZAJEBIŚCIE. Jeszcze do tego wzięło mnie na szczere pogaduszki z Andy'm. Cudownie. Jeszcze się w nim pewnie za nie długo zakocham i już w ogóle będzie chujnia większa niż jest teraz, jeżeli to jest w ogóle możliwe.
CUDOWNIE.
Po zakończonej konwersacji z Rudym poszłam szybko się wykąpać i do pokoju.
W pokoju wzięłam się za rozpakowywanie torby. Zaczęłam wyciągać wszystko po kolei. Miałam nadzieję znaleźć tam pewien przedmiot który wrzuciłam tam dziś rano, przed wyjściem.
Zaczynając na słuchawkach, kończąc na ręczniku nie znalazłam mojej małej paczuszki.
- Teraz to już Kurwa w ogólne jebana chujnia! - Powiedziałam, a raczej wysapałam sama do siebie.
Gorączkowo przeszukiwałam każdą, nawet najmniejszą, kieszonkę. Każdy skrawem materiały dokładnie wymacałam na wypadek gdyby wpadło za. Chuj z tym że w tym materiale nie było najmniejszej dziurki, a na pewno juz takiej aby przedostało się przez nie trzy centymetrowe zawijątko.
- No i dupa. Nie ma. - Powiedziałam sama do siebie, rzucając swój ogromniasty zad na łóżko.
Postanowiłam iść spać, skoro moje wysiłki i tak szły na marne. Starałam się zasnąć, jednak za żadne skarby świata nie potrafiłam nawet zasnąć. Moją głowę zajmowały najróżniejsze myśli, zaczynając od tych zupełnie błahych, takich jak chociażby dlaczego jabłko to jabłko, a nie grusza, a kończąc na tym czemu akurat Andy mnie chciał obronić? Przecież nic dla niego nie znaczę. Jestem kolejną niedojebaną współlokatorką o której za dwadzieścia nie będzie pamiętać. Bo po co? Jestem kolejną żałosną laleczką których, znając życie, miał na pęczki. Przecież co z tego że dzisiaj mi pomógł, jeżeli tylko on trzeźwo myślał bo był tylko po jednym piwie, a reszta po 4. Ja jeszcze tylko byłam po 2. Reszta pewnie myślała tylko że to ok zabawa jest. Tylko nie on. A jak by tyle samo wypił to by też się bawił z nimi.
Moje rozmyślania przerwał mi nie spodziewany gość, a mianowicie UDAŁO SIĘ MI ZASNĄĆ.
sobota, 19 grudnia 2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Rozdział 12
Wtedy stwierdziłam, że mi zimno. Było to najlepsze co mogłam stwierdzić. Ubrałam bluzę i zaciągnęłam rękawy na dłonie. Zimno. Andy też zaciągnął rękawy. Pewnie też zimno.
- A więc tak. Kolejna gra. W zaufanie. - Znowu nawet nie skojarzyłam kto zaproponował a już staliśmy znowu losowo podzielenia w pary. A ja oczywiście z Andy'm. Jak? I czemu?
Zaczęliśmy sobie zadawać pytania. Takie podstawowe. O pochodzenie, wiek itp. W końcu podciągnął rękawy.
- Gra w zaufanie to zlepek dwóch gier. W zaufanie czyli pytania i szczerze odpowiedzi, i lustro czyli powtarzanie czynności. Teraz ty podciągnij rękawy. - Podciągnęłam. Jestem pewna, że zrobił to naumyślnie. - Teraz ty.
Kolejnym ruchem rudzielca było ponowne zaciągnięcie rękawów. Najwyraźniej się rozmyślił. DLa mnie lepiej.
- Chodź, skończyli już grać. Może już też chodźmy zanim sobie coś pomyślą?- W odpowiedzi pokiwałam tylko głową.
- EJ, orientuje się ktoś która godzina?- Zapytałam siadając na ławce, która znajdowała się najbliżej płomieni z ogniska. Chciałam się ogrzać.
- Tak, dopiero 23.43. Nie ma jeszcze późno. - Powiedział Szynka i wyszczerzył te swoje zęby.
- To może jeszcze po piwku? I do domu bo zaczyna się zimno robić?- Zaproponował nikt inni już Sara. - To jak zgadzają się wszyscy?
- Taa. - Wymruczeli wszyscy jeden po drugim.
Kątem oka zauważyłam, że Ashley i Jake coś szeptają między sobą. Szczerze to jakoś bardzo mnie to interesowało dopóki nie zaczęli mówić o chrzcie nowych.
- Kurwaa! Ja jestem nowa. Mam mieć jakiś chrzest. No chyba nie. - Pomyślałam.
Podeszli do mnie od tyłu, kiedy rozmawiałam z Sarą, Małpa mnie nawet nie ostrzegła, a kiedy już ogarnęłam co się dzieje, było już za późno. Ash, Jake, Jinxx, Sara i CC transportowali mnie do basenu.
------------------------------------------Andy-------------------------------------------------------------------------
Nosz kurwa. Co oni odpierdalają. Czemu chcą ją do basenu wrzucić? Przecież widać, że jakoś nie bardzo ją kręci pokazywanie ciała. Ja pierdole, co za debile.
- EJ, może byście ją zostawili. Jakiś inny chrzest?- Krzyczałem. Próbowałem ich też zatrzymywać. Jednak pięciu na jednego to mała różnica.
I wrzucili ją. Nie sądziłem, że na prawdę to zrobią. Co za idioci. I jeszcze nie pozwalają jej wyjść. A może jej jest tam zimno.
- Gdzie ona ma ręcznik? - Zacząłem myśleć. - Mam. W torbie. - No kurde. Moja inteligentna głowa. No a gdzie by to miało być, jak nie w torbie?
Szybko poleciałem do jej torby. Wyjąłem ręcznik. Rozwinąłem go. Z niego wyleciał jakiś przedmiot. Zupełnie nie myśląc wziąłem go do kieszeni i poleciałem do basenu.
Te debile dalej nie pozwalali je wyjść.
- Zróbcie miejsce. - Zacząłem krzyczeć.
- Nie! - Od krzyczeli chórkiem. Niezwykle równo im to wyszło.
- Skoro nie, to jakoś inaczej sobie poradzę. - Powiedziałem raczej sam do siebie i zacząłem się przepychać. Doszedłem do krawędzi basenu, którędy Dy próbowała się wydostać. Wyciągnąłem do niej rękę, jednocześnie drugą odpychając debili. Wyciągnąłem ją, podałem ręcznik. Okryła się, zaprała torbę i pobiegła gdzieś.
- No i co kurwa? Zadowoleni z siebie? - Wykrzyczałem w ich stronę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedziała Sara. - A ty co jej tak bronisz? Zakochałeś się czy jak?
- Może tak, może nie. - Jasne, że nie. Mam się zakochać zaraz po rozstaniu? Po prostu bronie jedynej względnie normalniej i bardzo nieśmiałej dziewczyny. - A co nie mogę jej bronić? Zresztą ty też powinnaś. Niby taka wielka przyjaciółka, a sama to zainicjowałaś. I jeszcze ich w to wciągnęłaś.
- To na chłopaków nie jesteś zły? - Zapytała z kpiącym uśmieszkiem.
- Nie. Na chłopaków nie. Oni tylko słuchali cytatej dziewczyny, będąc pod ostrym wpływem alkoholu. Jestem zły w chuj na Ciebie. Jak mogłaś takie coś przyjaciółce?
- A teraz słuchaj. Ona nie jest moją przyjaciółką. Po prostu wykorzystałam to że jest tak łatwo wierna i sprowadziłam jako darmową pomoc domową. - Powiedziała, tym razem nie tylko z tym jebanym, ironicznym uśmieszkiem, ale teraz też głosem który świadczył, że mówi prawdę.
- Wiedz, że ona się o wszystkim dowie.
- Niech się dowie. I tak nie ma gdzie mieszkać. - Postanowiłem już nie odpowiadać. Po prostu wziąłem swoje rzeczy i sobie poszedłem. Pojechałem autobusem do domu.
Jadąc do domu cały czas myślałem o zaistniałej sytuacji.
Zawsze wiedziałem, że Sara jest fałszywa i w chuj lubi wykorzystywać ludzi, ale żeby aż tak? Nie myślałem, że posunie się aż do tego żeby wykorzystać niczego nie świadomych chłopaków. Mam nadzieję, że Dylan będzie w domu. Chciałbym jej już powiedzieć co jej ''przyjaciółka'' wygadywała. Może mi uwierzy. Dobrze by było, gdyby mogła się wyprowadzić stamtąd. Ale jeśli serio nie ma żadnych pieniędzy, ani mieszkania to chujowo. I jak ona ma tam wytrzymać ze świadomościom, że jej przyjaciółka jest fałszywa?
Z niej jest nawet fajna dziewczyna, ale czemu wszyscy myślą że jestem w niej zakochany? Przecież to, że jestem dla niej miły nie znaczy, że nie zależy mi nadal na Juliet. Pomimo tego co zrobiła. Kocham ją nadal, a oni się nabijają, że podoba mi się Dylan. Takie uwagi bolą mnie w chuj. Ranią, bo myślą, że umiem tak skakać z z ''kwiatka na kwiatek''.
Moje rozmyślania skończyły się równo z zaparkowaniem autobusu na moim przystanku. Z tamtego miejsca praktycznie było widać ''mój dom''. Z każdą chwilą traciłem nadzieje, że ona jednak jest w domu.
- Jest tu ktoś? - Krzyknąłem przy wejściu.
- Dylan liczy się jako człowiek?- Odkrzyknęła smutnym głosem. Pomimo tego głosu, cieszyłem się że jednak w tym domu jest. W końcu mogła iść gdzieś się najebać, wydać ostatnie pieniądze, albo sobie coś zrobić.
- Liczy. To jednak jesteś w domu?
- No niestety. - Powiedziała stając w progu od kuchni, spoglądając na mnie. A Ciebie co ja tak interesuje?- Dosyć dziwne pytanie.
- No, jakoś tak. Przecież ja nic nie zrobiłem. Nie chciałem Cię tak wrzucać, ani nic.
- No niby wiem, ale jednak tamci to Twoi kumple i Sara. Sara ma cycki.
- W obecnym czasie nie cycki mi w głowie. A tak w ogóle to możemy chwile pogadać. Chcę Ci wyjaśnić mniej-więcej o co chodzi i chodziło?
- No, możemy. Chociaż nie wiem o czym tu rozmawiać.
- Uwierz, jest o czym.- Pokiwała głową. - Idź na kanapę, pójdę po coś do picia. Chcesz?
- Tak. Dzięki
Po chwili obydwoje siedzieliśmy już na kanapie z herbatami w rękach.
- No to słuchaj. Wiem jak to wygląda, ale Sara wcale nie jest taka jak Ci się może wydawać.
- Wiem, już wiem. Jest chujowo fałszywa i sprowadziła mnie jako tanią pomoc domową.
- Skąd wiesz?- Skąd wie?
- Darliście się tak głośno, że trudno było nie usłyszeć. - No, możliwe.
- A powiedz, jak długo zamierzasz tu jeszcze mieszkać?
- Do pierwszej wypłaty. Później się gdzieś wyprowadzę. Może mi się poszczęści i coś znajdę.
- To na pewno. - Wysłałem jej nie pewny uśmiech. - Chciałbym jeszcze trochę obronić chłopaków.
- Nie usprawiedliwiaj. Wiem, że to nie ich wina. Jake mnie nawet przepraszał jak niósł, że Sara każe. I że muszą robić co ona chce bo inaczej Was wyrzuci.
- No tak, to już w sumie nie wiem o czym miałem gadać skoro ty już wszystko wiesz.
- Mogę ja teraz mieć pytanie? Ostrzegam trochę osobiste. - Boję się.
- No, dawaj.
- Co się stało z Juliet?
- A więc tak. Kolejna gra. W zaufanie. - Znowu nawet nie skojarzyłam kto zaproponował a już staliśmy znowu losowo podzielenia w pary. A ja oczywiście z Andy'm. Jak? I czemu?
Zaczęliśmy sobie zadawać pytania. Takie podstawowe. O pochodzenie, wiek itp. W końcu podciągnął rękawy.
- Gra w zaufanie to zlepek dwóch gier. W zaufanie czyli pytania i szczerze odpowiedzi, i lustro czyli powtarzanie czynności. Teraz ty podciągnij rękawy. - Podciągnęłam. Jestem pewna, że zrobił to naumyślnie. - Teraz ty.
Kolejnym ruchem rudzielca było ponowne zaciągnięcie rękawów. Najwyraźniej się rozmyślił. DLa mnie lepiej.
- Chodź, skończyli już grać. Może już też chodźmy zanim sobie coś pomyślą?- W odpowiedzi pokiwałam tylko głową.
- EJ, orientuje się ktoś która godzina?- Zapytałam siadając na ławce, która znajdowała się najbliżej płomieni z ogniska. Chciałam się ogrzać.
- Tak, dopiero 23.43. Nie ma jeszcze późno. - Powiedział Szynka i wyszczerzył te swoje zęby.
- To może jeszcze po piwku? I do domu bo zaczyna się zimno robić?- Zaproponował nikt inni już Sara. - To jak zgadzają się wszyscy?
- Taa. - Wymruczeli wszyscy jeden po drugim.
Kątem oka zauważyłam, że Ashley i Jake coś szeptają między sobą. Szczerze to jakoś bardzo mnie to interesowało dopóki nie zaczęli mówić o chrzcie nowych.
- Kurwaa! Ja jestem nowa. Mam mieć jakiś chrzest. No chyba nie. - Pomyślałam.
Podeszli do mnie od tyłu, kiedy rozmawiałam z Sarą, Małpa mnie nawet nie ostrzegła, a kiedy już ogarnęłam co się dzieje, było już za późno. Ash, Jake, Jinxx, Sara i CC transportowali mnie do basenu.
------------------------------------------Andy-------------------------------------------------------------------------
Nosz kurwa. Co oni odpierdalają. Czemu chcą ją do basenu wrzucić? Przecież widać, że jakoś nie bardzo ją kręci pokazywanie ciała. Ja pierdole, co za debile.
- EJ, może byście ją zostawili. Jakiś inny chrzest?- Krzyczałem. Próbowałem ich też zatrzymywać. Jednak pięciu na jednego to mała różnica.
I wrzucili ją. Nie sądziłem, że na prawdę to zrobią. Co za idioci. I jeszcze nie pozwalają jej wyjść. A może jej jest tam zimno.
- Gdzie ona ma ręcznik? - Zacząłem myśleć. - Mam. W torbie. - No kurde. Moja inteligentna głowa. No a gdzie by to miało być, jak nie w torbie?
Szybko poleciałem do jej torby. Wyjąłem ręcznik. Rozwinąłem go. Z niego wyleciał jakiś przedmiot. Zupełnie nie myśląc wziąłem go do kieszeni i poleciałem do basenu.
Te debile dalej nie pozwalali je wyjść.
- Zróbcie miejsce. - Zacząłem krzyczeć.
- Nie! - Od krzyczeli chórkiem. Niezwykle równo im to wyszło.
- Skoro nie, to jakoś inaczej sobie poradzę. - Powiedziałem raczej sam do siebie i zacząłem się przepychać. Doszedłem do krawędzi basenu, którędy Dy próbowała się wydostać. Wyciągnąłem do niej rękę, jednocześnie drugą odpychając debili. Wyciągnąłem ją, podałem ręcznik. Okryła się, zaprała torbę i pobiegła gdzieś.
- No i co kurwa? Zadowoleni z siebie? - Wykrzyczałem w ich stronę.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - Odpowiedziała Sara. - A ty co jej tak bronisz? Zakochałeś się czy jak?
- Może tak, może nie. - Jasne, że nie. Mam się zakochać zaraz po rozstaniu? Po prostu bronie jedynej względnie normalniej i bardzo nieśmiałej dziewczyny. - A co nie mogę jej bronić? Zresztą ty też powinnaś. Niby taka wielka przyjaciółka, a sama to zainicjowałaś. I jeszcze ich w to wciągnęłaś.
- To na chłopaków nie jesteś zły? - Zapytała z kpiącym uśmieszkiem.
- Nie. Na chłopaków nie. Oni tylko słuchali cytatej dziewczyny, będąc pod ostrym wpływem alkoholu. Jestem zły w chuj na Ciebie. Jak mogłaś takie coś przyjaciółce?
- A teraz słuchaj. Ona nie jest moją przyjaciółką. Po prostu wykorzystałam to że jest tak łatwo wierna i sprowadziłam jako darmową pomoc domową. - Powiedziała, tym razem nie tylko z tym jebanym, ironicznym uśmieszkiem, ale teraz też głosem który świadczył, że mówi prawdę.
- Wiedz, że ona się o wszystkim dowie.
- Niech się dowie. I tak nie ma gdzie mieszkać. - Postanowiłem już nie odpowiadać. Po prostu wziąłem swoje rzeczy i sobie poszedłem. Pojechałem autobusem do domu.
Jadąc do domu cały czas myślałem o zaistniałej sytuacji.
Zawsze wiedziałem, że Sara jest fałszywa i w chuj lubi wykorzystywać ludzi, ale żeby aż tak? Nie myślałem, że posunie się aż do tego żeby wykorzystać niczego nie świadomych chłopaków. Mam nadzieję, że Dylan będzie w domu. Chciałbym jej już powiedzieć co jej ''przyjaciółka'' wygadywała. Może mi uwierzy. Dobrze by było, gdyby mogła się wyprowadzić stamtąd. Ale jeśli serio nie ma żadnych pieniędzy, ani mieszkania to chujowo. I jak ona ma tam wytrzymać ze świadomościom, że jej przyjaciółka jest fałszywa?
Z niej jest nawet fajna dziewczyna, ale czemu wszyscy myślą że jestem w niej zakochany? Przecież to, że jestem dla niej miły nie znaczy, że nie zależy mi nadal na Juliet. Pomimo tego co zrobiła. Kocham ją nadal, a oni się nabijają, że podoba mi się Dylan. Takie uwagi bolą mnie w chuj. Ranią, bo myślą, że umiem tak skakać z z ''kwiatka na kwiatek''.
Moje rozmyślania skończyły się równo z zaparkowaniem autobusu na moim przystanku. Z tamtego miejsca praktycznie było widać ''mój dom''. Z każdą chwilą traciłem nadzieje, że ona jednak jest w domu.
- Jest tu ktoś? - Krzyknąłem przy wejściu.
- Dylan liczy się jako człowiek?- Odkrzyknęła smutnym głosem. Pomimo tego głosu, cieszyłem się że jednak w tym domu jest. W końcu mogła iść gdzieś się najebać, wydać ostatnie pieniądze, albo sobie coś zrobić.
- Liczy. To jednak jesteś w domu?
- No niestety. - Powiedziała stając w progu od kuchni, spoglądając na mnie. A Ciebie co ja tak interesuje?- Dosyć dziwne pytanie.
- No, jakoś tak. Przecież ja nic nie zrobiłem. Nie chciałem Cię tak wrzucać, ani nic.
- No niby wiem, ale jednak tamci to Twoi kumple i Sara. Sara ma cycki.
- W obecnym czasie nie cycki mi w głowie. A tak w ogóle to możemy chwile pogadać. Chcę Ci wyjaśnić mniej-więcej o co chodzi i chodziło?
- No, możemy. Chociaż nie wiem o czym tu rozmawiać.
- Uwierz, jest o czym.- Pokiwała głową. - Idź na kanapę, pójdę po coś do picia. Chcesz?
- Tak. Dzięki
Po chwili obydwoje siedzieliśmy już na kanapie z herbatami w rękach.
- No to słuchaj. Wiem jak to wygląda, ale Sara wcale nie jest taka jak Ci się może wydawać.
- Wiem, już wiem. Jest chujowo fałszywa i sprowadziła mnie jako tanią pomoc domową.
- Skąd wiesz?- Skąd wie?
- Darliście się tak głośno, że trudno było nie usłyszeć. - No, możliwe.
- A powiedz, jak długo zamierzasz tu jeszcze mieszkać?
- Do pierwszej wypłaty. Później się gdzieś wyprowadzę. Może mi się poszczęści i coś znajdę.
- To na pewno. - Wysłałem jej nie pewny uśmiech. - Chciałbym jeszcze trochę obronić chłopaków.
- Nie usprawiedliwiaj. Wiem, że to nie ich wina. Jake mnie nawet przepraszał jak niósł, że Sara każe. I że muszą robić co ona chce bo inaczej Was wyrzuci.
- No tak, to już w sumie nie wiem o czym miałem gadać skoro ty już wszystko wiesz.
- Mogę ja teraz mieć pytanie? Ostrzegam trochę osobiste. - Boję się.
- No, dawaj.
- Co się stało z Juliet?
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział 11
- Nie masz czego. Właź. - Powiedziała wskazując na drzewa. - Idź przed siebie.
Po chwili byłyśmy już w środku. Zobaczyłam tak piękny duży basen, miejsce na ognisko i w około ogniska kilka ławek. Na ławkach siedziała piątka chłopaków.
Wszyscy mieli czarne kąpielówki za kolano. Wszyscy mieli też czarne włosy, z wyjątkiem jednego. Był to wysoki, niebieskooki chłopak około 22 może 23 lat z brązowo-rudymi włosami. Wszyscy byli przystojni, ale on chyba najbardziej. No może był na równi z chłopakiem koło 30 z wytatuowanych na brzuchu słowem OUTLAW.
- A więc słuchaj. - Zaczęła Sara. - To są Ci tajemniczy mężczyźni. Zaczynając od tej strony: To jest Jinxx czyli Jeremy Ferguson, ale dla nas i Ciebie po prostu Jinxx:

To Jake Pitts:

To Ashley Purdy, czyli Szynka:

To Christian Coma czyli dla nas po prostu CC:

I najmłodszy z całego zespołu, Andy Biersack:

- I to już wszyscy. A teraz wszyscy to Dylan Rose.

- No cześć. - Powiedziałam nieśmiało. Nie lubię poznawać nowych ludzi.
- No witamy śliczną panią. - Podszedł ten od OUTLAW. To był chyba Szynka czyli Ash. Możliwe, ale nie dam głowy uciąć.
- Ash, za młoda dla Ciebie. - Odezwał się rudzielec. - Młoda, browarka chcesz?
- Jakiego?!- Odkrzyczałam.
- Jakiegoś dziwnego. Jabłkowego.
- To chcę, rzuć!- Rzucił. Coś mi mówi że z nim się dogadam. Ogólnie wydaje mi się że z całą piątką dobrze się dogadam.
- Jebany rudzielcu. Nie rozpijaj nie letniej! Jeszcze ktoś Cię pozwie i co będzie?
- Ej, nie jestem nie letnia. Dokładnie 18 mam. - Udawałam naburmuszoną.
- Wow. A buźkę masz jak byś miała może 16. - Odezwał się wreszcie CC.
- Ejj! - Pisnęłam, a po chwili wszyscy razem, włącznie z Sarcią, się roześmialiśmy.
- Mam browary! - Nasze śmiechy przerwała Sandra. Na jej widok każdy, a szczególnie Andy stracili uśmiechy z twarzy. Okazuje się, że na prawdę nikt jej tu nie toleruje. Wszyscy siedzą z nią tu bo zwykle to ona funduje alkohol, a po 3-4 piwkach już wszystkim jest obojętna. Tak przynajmniej tłumaczyła mi to Sara.
- Jej! - Nagle tym krzykiem przerwała niezręczną ciszę Sara. Przynajmniej tyle, że tej jebanej ciszy nie było.
- Macie, bierzcie. Kupiłam po dwa. - Już rozumiem czemu oni ją aż ''tolerują''. Po prostu procenty do nich przemawiają.
Jedna rzecz mnie zdziwiła. Ci którzy nie mieli jeszcze piwa wzięli sobie, a resztę wrzucili do basenu. Tak po prostu. Sandra podeszła i jebnęła do basenu.
- Czemu do basenu? - Zdziwiłam się.
- Bo słuchaj. - Zaczął Jake. - Jest ciepło, a woda zimno. Cała filozofia.
- No weź już tak nie filozofuj. Dziewczyna by kiedyś w końcu załapała. - Powiedział tym razem Ferguson. Zapamiętałam tylko nazwisko i w dodatku nie wiem czy osób nie pomyliłam.
- No dobra, dobra. Hormonki chłopaki. - Krzyknął Andy.
- Młody, jedynymi osobami którym tu jeszcze szaleją hormony to są dziewczyny i ty jako jedyny z płci męskiej.
- To że mam 20 lat nie znaczy, że mi hormony szaleją!- Czyli jak szczelałam z ich wiekiem postarzyłam go o 2 lata. Ciekawe o ile postarzyłam lub odmłodziłam resztę.
- Właśnie znaczy, facetom hormony uspakajają się około 23 roku życia, więc Tobie jeszcze całkiem mocno buzują.
- A weź już tak nie filozofuj Sandra. Ogarnęła byś swoje hormony, a nie zajmowała moimi. - Wszyscy wybuchli śmiechem. Tylko nie ja i Andy. Andy chyba z widocznych powodów, a ja dlatego, że te wszystkie pogadanki uważałam za wyjątkowo chamskie, a nie zabawne. Po prostu chamskie.
Kiedy wszyscy się uspokoili usiedliśmy na ławkach i zaczęliśmy pić nasze piwa. Sandra swoje skończyła i poszła. Wyraźnie wszystkim ulżyło, a ja przypomniałam sobie o rękach. I bluzie. Trzeba bluzy. Ale przecież są 23 stopnie, usmażę się w niej.
W końcu stwierdziłam, że zaryzykuję i będę tylko zasłaniać rękę. Musi mi to wyjść dobrze, a wręcz zajebiście. W końcu na rękach mam całkiem świeże rany. Dopiero zasklepiające się blizny.
Siedzieliśmy sobie, zaczynało się już robić coraz ciemniej i chłodniej. Na szczęście.
- Ej, słuchajcie. Rozpalamy ognisko? - Zapytała Sara.
- Rozpalamy. - Odkrzyknęli chórkiem chłopacy.
Jakoś rewelacyjnie im to rozpalanie nie szło, ale w końcu się udało. Co prawda, zajęło im to prawie dwadzieścia minut, ale rozpalili. Zaczęli smażyć różne mięsa i kiełbasę. Zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle coś dzisiaj zjem. Kiedy traciłam już na to nadzieję, zauważyłam że w jakiś prze-magiczny sposób na ''grillu'' znalazł się chleb posmarowany masłem czosnkowym, papryczki wypchane serem i prawie jak polskie, moje ulubione oscypki. Byłam w niebie. Oscypki. Kocham. Kiedy skończyłam rozmarzać się nad serkiem zauważyłam że Sara zniknęła. Pewnie poszła po piwo. Klasycznie. Ona pierwsza do alkoholu. Nawet jeśli trzeba po niego iść.
- Ty, Młoda. Masz. Smacznego. - Jinxx podał mi talerz z jedzeniem. Znajdowała się na nim kiełbasa i jakieś inne mięso.
- Ja podziękuje.- Powiedziałam oddając talerz.
- Czemu? Odchudzasz sie czy coś?- Zapytał Andy. - Nie masz z czego. - Powiedział i się uśmiechnął.
- Nie, nie dlatego. Ja nie jadam mięsa. Jestem wegetarianką.
- Kurwa. Kolejna. - Wymruczał Ashley.
- Kolejna? To kto jest jeszcze?
- No ten jebany rudzielec. - Wskazał widelcem na uśmiechniętego rudego. Do czego on się tak wiecznie szczerzy?
- Wreszcie nie jestem jedyny. To masz. Mam nadzieję, że jesteś tylko wegetarianką, a nie weganką?- To pytanie?
- Tylko. - Odwzajemniłam uśmiech. - I dzięki. - Po chwili już wszyscy mieli już jedzenie. Włącznie z Sarą.
- No to smacznego, co nie?- Zapytał, a raczej stwierdził CC. Wszyscy tylko pokiwali głową.
Po jakimś czasie wszyscy zjedliśmy, a ktoś puścił muzykę. Losowaliśmy karteczki kto z kim ma tańczyć. Jinxx wylosował Jake, Ashley- Sarę, i ku mojemu zdziwieniu mnie wylosował Andy.
- Mogłam wylosować gorzej. - Pomyślałam, chociaż ten traf też mnie jakoś szczególnie nie uszczęśliwił. CC nie chciał tańczyć, spożył już za dużo alkoholu i nie był w stanie już nawet stać.
Najpierw były szybkie, energiczne tańce. Później ktoś puścił jeden powolny kawałek. Ja i Andy tańczyliśmy wtuleni w siebie. Było miło. Nigdy czegoś takiego nie poczułam. Poczułam się tak... Bezpiecznie? To nie było zakochanie. Nie zakochałam się w nim. W jego objęciach czułam się jak w objęciach starszego brata.
- Serio, nie jesz mięsa? I serio masz 18 lat?- Wyszeptał.
- Serio i serio. - Odpowiedziałam również szepcząc.
- To dobrze. - Nie odpowiedziałam już.
Po tańczeniu wszyscy znowu usiedliśmy. Chcieliśmy odpocząć po tańcach. Andy usiadł dokładnie na przeciwko mnie. Był to jego zły wybór. Głównie dla mnie. Z tamtej perspektywy dokładnie mógł badać moje zakochanie, Wtedy mógł zauważyć jak spoglądam na ręce i jak staram się je zakryć.
- Zagrajmy w butelkę. - Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a już kręciliśmy. Padło kilka pytań. Kilka wyzwań i to w sumie tyle. Po tej jakże długiej grze znowu siedzieliśmy na ławkach, a on znowu na przeciwko. Tym razem ja coś zauważyłam. On spoglądał na swoje ręce, on je zakrywał. Czyżby on też coś ukrywał?
Wtedy stwierdziłam, że mi zimno. Było to najlepsze co mogłam stwierdzić. Ubrałam bluzę i zaciągnęłam rękawy na dłonie. Zimno. Andy też zaciągnął rękawy. Pewnie też zimno.
- A więc tak. Kolejna gra. W zaufanie. - Znowu nawet nie skojarzyłam kto zaproponował a już staliśmy znowu losowo podzielenia w pary. A ja oczywiście z Andy'm. Jak? I czemu?
Zaczęliśmy sobie zadawać pytania. Takie podstawowe. O pochodzenie, wiek itp. W końcu podciągnął rękawy.
- Gra w zaufanie to zlepek dwóch gier. W zaufanie czyli pytania i szczerze odpowiedzi, i lustro czyli powtarzanie czynności. Teraz ty podciągnij rękawy. - Podciągnęłam. Jestem pewna, że zrobił to naumyślnie. - Teraz ty.
Wyciągnęłam ręce przed siebie. On też. Kolejnym ruchem rudzielca było odwrócenie moich rąk tak, aby mógł zobaczyć wewnętrzną stronę rąk. Nie chciałam tego wykonać.
- Posłuchaj. Wiem co tam masz. Przez jakiś czas interesowałem się ludzką psychiką. Widziałem jak na nie patrzysz.
- Też widziałam jak ty. - Po jego minie sądzę, że tego się nie spodziewał.
- Pokaż. Mogę?
- Będziesz mógł, jeżeli ja też.
- To na trzy. Jeden, dwa i trzy. - Odwróciliśmy ręce. Oboje byliśmy zszokowani tym co zobaczyliśmy. Miał tam tego w chuj dużo.
- Dużo.
- Ty też.
- Młodzi koniec gry. Chodźcie. - Krzyknął już troszkę zkacowany CC.
- Dokończymy kiedyś tę rozmowę, dobrze?
- Okej. - Odpowiedziałam, bez jakich kolwiek emocji.
Po chwili byłyśmy już w środku. Zobaczyłam tak piękny duży basen, miejsce na ognisko i w około ogniska kilka ławek. Na ławkach siedziała piątka chłopaków.
Wszyscy mieli czarne kąpielówki za kolano. Wszyscy mieli też czarne włosy, z wyjątkiem jednego. Był to wysoki, niebieskooki chłopak około 22 może 23 lat z brązowo-rudymi włosami. Wszyscy byli przystojni, ale on chyba najbardziej. No może był na równi z chłopakiem koło 30 z wytatuowanych na brzuchu słowem OUTLAW.
- A więc słuchaj. - Zaczęła Sara. - To są Ci tajemniczy mężczyźni. Zaczynając od tej strony: To jest Jinxx czyli Jeremy Ferguson, ale dla nas i Ciebie po prostu Jinxx:

To Jake Pitts:

To Ashley Purdy, czyli Szynka:
To Christian Coma czyli dla nas po prostu CC:

I najmłodszy z całego zespołu, Andy Biersack:

- I to już wszyscy. A teraz wszyscy to Dylan Rose.

- No cześć. - Powiedziałam nieśmiało. Nie lubię poznawać nowych ludzi.
- No witamy śliczną panią. - Podszedł ten od OUTLAW. To był chyba Szynka czyli Ash. Możliwe, ale nie dam głowy uciąć.
- Ash, za młoda dla Ciebie. - Odezwał się rudzielec. - Młoda, browarka chcesz?
- Jakiego?!- Odkrzyczałam.
- Jakiegoś dziwnego. Jabłkowego.
- To chcę, rzuć!- Rzucił. Coś mi mówi że z nim się dogadam. Ogólnie wydaje mi się że z całą piątką dobrze się dogadam.
- Jebany rudzielcu. Nie rozpijaj nie letniej! Jeszcze ktoś Cię pozwie i co będzie?
- Ej, nie jestem nie letnia. Dokładnie 18 mam. - Udawałam naburmuszoną.
- Wow. A buźkę masz jak byś miała może 16. - Odezwał się wreszcie CC.
- Ejj! - Pisnęłam, a po chwili wszyscy razem, włącznie z Sarcią, się roześmialiśmy.
- Mam browary! - Nasze śmiechy przerwała Sandra. Na jej widok każdy, a szczególnie Andy stracili uśmiechy z twarzy. Okazuje się, że na prawdę nikt jej tu nie toleruje. Wszyscy siedzą z nią tu bo zwykle to ona funduje alkohol, a po 3-4 piwkach już wszystkim jest obojętna. Tak przynajmniej tłumaczyła mi to Sara.
- Jej! - Nagle tym krzykiem przerwała niezręczną ciszę Sara. Przynajmniej tyle, że tej jebanej ciszy nie było.
- Macie, bierzcie. Kupiłam po dwa. - Już rozumiem czemu oni ją aż ''tolerują''. Po prostu procenty do nich przemawiają.
Jedna rzecz mnie zdziwiła. Ci którzy nie mieli jeszcze piwa wzięli sobie, a resztę wrzucili do basenu. Tak po prostu. Sandra podeszła i jebnęła do basenu.
- Czemu do basenu? - Zdziwiłam się.
- Bo słuchaj. - Zaczął Jake. - Jest ciepło, a woda zimno. Cała filozofia.
- No weź już tak nie filozofuj. Dziewczyna by kiedyś w końcu załapała. - Powiedział tym razem Ferguson. Zapamiętałam tylko nazwisko i w dodatku nie wiem czy osób nie pomyliłam.
- No dobra, dobra. Hormonki chłopaki. - Krzyknął Andy.
- Młody, jedynymi osobami którym tu jeszcze szaleją hormony to są dziewczyny i ty jako jedyny z płci męskiej.
- To że mam 20 lat nie znaczy, że mi hormony szaleją!- Czyli jak szczelałam z ich wiekiem postarzyłam go o 2 lata. Ciekawe o ile postarzyłam lub odmłodziłam resztę.
- Właśnie znaczy, facetom hormony uspakajają się około 23 roku życia, więc Tobie jeszcze całkiem mocno buzują.
- A weź już tak nie filozofuj Sandra. Ogarnęła byś swoje hormony, a nie zajmowała moimi. - Wszyscy wybuchli śmiechem. Tylko nie ja i Andy. Andy chyba z widocznych powodów, a ja dlatego, że te wszystkie pogadanki uważałam za wyjątkowo chamskie, a nie zabawne. Po prostu chamskie.
Kiedy wszyscy się uspokoili usiedliśmy na ławkach i zaczęliśmy pić nasze piwa. Sandra swoje skończyła i poszła. Wyraźnie wszystkim ulżyło, a ja przypomniałam sobie o rękach. I bluzie. Trzeba bluzy. Ale przecież są 23 stopnie, usmażę się w niej.
W końcu stwierdziłam, że zaryzykuję i będę tylko zasłaniać rękę. Musi mi to wyjść dobrze, a wręcz zajebiście. W końcu na rękach mam całkiem świeże rany. Dopiero zasklepiające się blizny.
Siedzieliśmy sobie, zaczynało się już robić coraz ciemniej i chłodniej. Na szczęście.
- Ej, słuchajcie. Rozpalamy ognisko? - Zapytała Sara.
- Rozpalamy. - Odkrzyknęli chórkiem chłopacy.
Jakoś rewelacyjnie im to rozpalanie nie szło, ale w końcu się udało. Co prawda, zajęło im to prawie dwadzieścia minut, ale rozpalili. Zaczęli smażyć różne mięsa i kiełbasę. Zaczęłam się zastanawiać czy ja w ogóle coś dzisiaj zjem. Kiedy traciłam już na to nadzieję, zauważyłam że w jakiś prze-magiczny sposób na ''grillu'' znalazł się chleb posmarowany masłem czosnkowym, papryczki wypchane serem i prawie jak polskie, moje ulubione oscypki. Byłam w niebie. Oscypki. Kocham. Kiedy skończyłam rozmarzać się nad serkiem zauważyłam że Sara zniknęła. Pewnie poszła po piwo. Klasycznie. Ona pierwsza do alkoholu. Nawet jeśli trzeba po niego iść.
- Ty, Młoda. Masz. Smacznego. - Jinxx podał mi talerz z jedzeniem. Znajdowała się na nim kiełbasa i jakieś inne mięso.
- Ja podziękuje.- Powiedziałam oddając talerz.
- Czemu? Odchudzasz sie czy coś?- Zapytał Andy. - Nie masz z czego. - Powiedział i się uśmiechnął.
- Nie, nie dlatego. Ja nie jadam mięsa. Jestem wegetarianką.
- Kurwa. Kolejna. - Wymruczał Ashley.
- Kolejna? To kto jest jeszcze?
- No ten jebany rudzielec. - Wskazał widelcem na uśmiechniętego rudego. Do czego on się tak wiecznie szczerzy?
- Wreszcie nie jestem jedyny. To masz. Mam nadzieję, że jesteś tylko wegetarianką, a nie weganką?- To pytanie?
- Tylko. - Odwzajemniłam uśmiech. - I dzięki. - Po chwili już wszyscy mieli już jedzenie. Włącznie z Sarą.
- No to smacznego, co nie?- Zapytał, a raczej stwierdził CC. Wszyscy tylko pokiwali głową.
Po jakimś czasie wszyscy zjedliśmy, a ktoś puścił muzykę. Losowaliśmy karteczki kto z kim ma tańczyć. Jinxx wylosował Jake, Ashley- Sarę, i ku mojemu zdziwieniu mnie wylosował Andy.
- Mogłam wylosować gorzej. - Pomyślałam, chociaż ten traf też mnie jakoś szczególnie nie uszczęśliwił. CC nie chciał tańczyć, spożył już za dużo alkoholu i nie był w stanie już nawet stać.
Najpierw były szybkie, energiczne tańce. Później ktoś puścił jeden powolny kawałek. Ja i Andy tańczyliśmy wtuleni w siebie. Było miło. Nigdy czegoś takiego nie poczułam. Poczułam się tak... Bezpiecznie? To nie było zakochanie. Nie zakochałam się w nim. W jego objęciach czułam się jak w objęciach starszego brata.
- Serio, nie jesz mięsa? I serio masz 18 lat?- Wyszeptał.
- Serio i serio. - Odpowiedziałam również szepcząc.
- To dobrze. - Nie odpowiedziałam już.
Po tańczeniu wszyscy znowu usiedliśmy. Chcieliśmy odpocząć po tańcach. Andy usiadł dokładnie na przeciwko mnie. Był to jego zły wybór. Głównie dla mnie. Z tamtej perspektywy dokładnie mógł badać moje zakochanie, Wtedy mógł zauważyć jak spoglądam na ręce i jak staram się je zakryć.
- Zagrajmy w butelkę. - Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, a już kręciliśmy. Padło kilka pytań. Kilka wyzwań i to w sumie tyle. Po tej jakże długiej grze znowu siedzieliśmy na ławkach, a on znowu na przeciwko. Tym razem ja coś zauważyłam. On spoglądał na swoje ręce, on je zakrywał. Czyżby on też coś ukrywał?
Wtedy stwierdziłam, że mi zimno. Było to najlepsze co mogłam stwierdzić. Ubrałam bluzę i zaciągnęłam rękawy na dłonie. Zimno. Andy też zaciągnął rękawy. Pewnie też zimno.
- A więc tak. Kolejna gra. W zaufanie. - Znowu nawet nie skojarzyłam kto zaproponował a już staliśmy znowu losowo podzielenia w pary. A ja oczywiście z Andy'm. Jak? I czemu?
Zaczęliśmy sobie zadawać pytania. Takie podstawowe. O pochodzenie, wiek itp. W końcu podciągnął rękawy.
- Gra w zaufanie to zlepek dwóch gier. W zaufanie czyli pytania i szczerze odpowiedzi, i lustro czyli powtarzanie czynności. Teraz ty podciągnij rękawy. - Podciągnęłam. Jestem pewna, że zrobił to naumyślnie. - Teraz ty.
Wyciągnęłam ręce przed siebie. On też. Kolejnym ruchem rudzielca było odwrócenie moich rąk tak, aby mógł zobaczyć wewnętrzną stronę rąk. Nie chciałam tego wykonać.
- Posłuchaj. Wiem co tam masz. Przez jakiś czas interesowałem się ludzką psychiką. Widziałem jak na nie patrzysz.
- Też widziałam jak ty. - Po jego minie sądzę, że tego się nie spodziewał.
- Pokaż. Mogę?
- Będziesz mógł, jeżeli ja też.
- To na trzy. Jeden, dwa i trzy. - Odwróciliśmy ręce. Oboje byliśmy zszokowani tym co zobaczyliśmy. Miał tam tego w chuj dużo.
- Dużo.
- Ty też.
- Młodzi koniec gry. Chodźcie. - Krzyknął już troszkę zkacowany CC.
- Dokończymy kiedyś tę rozmowę, dobrze?
- Okej. - Odpowiedziałam, bez jakich kolwiek emocji.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)